Czytając recenzję książki, o której dzisiaj piszę, przeczytałam: "Ta książka złamała moje serce tysiąc razy, ale mimo to było warto. Po prostu przepiękna". I ja się pod tym podpisuję. Tak naprawdę przeczytałam ją już dawno. Zeszłego lata obejrzałam recenzję na jednym z booktubowych kanałów. Nie sięgałam więc po coś, o czym kompletnie nic nie wiedziałam. Znałam mniej więcej fabułę książki i pewną ciekawostkę, o której opowiem później.

Przy tej książce płakałam mniej więcej co dwa rozdziały - a jest ich wszystkich trzydzieści cztery. Wylało się więc wiadro łez i wszystkie w zasadzie jednej nocy. Bo książkę czytałam od sobotniego wieczora, do niedzielnego poranka. Z trzygodzinną przerwą na sen. Musiałam wstać o szóstej rano, bo mieliśmy zaplanowany wyjazd - obudziłam się więc o czwartej, bo tak bardzo nie mogłam doczekać się zakończenia książki. A to mnie rozbudziło, oj bardzo...



"Adam" Agaty Czykierdy-Grabowskiej jest pierwszą książką tej autorki z którą miałam do czynienia. Od czasu jej przeczytania tak naprawdę póki co też ostatnią, ale już kilka innych fajnych tytułów widziałam, więc pewnie niedługo zawitam do jakiejś księgarni internetowej i zrobię małe zapasy. Jeśli inne są napisane w podobnym stylu i tak samo wbiją mnie w fotel, to naprawdę nie mogę się już doczekać.

Książka porusza wiele wątków. Pierwszy i najbardziej rozbudowany to wątek znajomości Adama z córką rodziców zastępczych do których został skierowany. Miał u nich zostać do ukończenia pełnoletności. Dziewczynę poznaje już pierwszego dnia i właśnie ona jest narratorem tej powieści. Drugi wątek to historia Adama i jego trochę tajemniczych okoliczności pojawienia się w rodzinie bohaterki. Ostatnia jest tu pokazana historia samej rodziny z perspektywy biologicznej córki ludzi pracujących jako zawodowa rodzina zastępcza. Pokazuje jak wygląda ciągła rotacja dzieci oczami dziewczyny, która jako jedyna w domu zostaje. 
Jak się pewnie domyślacie, znajomość Adama i głównej bohaterki przeradza się w coś więcej niż tylko relację pomiędzy dzieckiem biologicznym, a tymczasowym. A zdradza to już okładka, ponieważ widzimy na niej przytulającą się parę w cieniu jakiegoś wielkiego drzewa. Przyznać trzeba, że okładka jest naprawdę piękna ;)

Cały poprzedni akapit był dla mnie bardzo ciężki do napisania. Już w pierwszym zdaniu zacięłam się na dobrą minutę. I tutaj właśnie pora na pewną ciekawostkę. Mam nadzieję, że nikt nie będzie zły, że ją tu zdradzam, no ale ja też się jej dowiedziałam z recenzji, więc czuję się usprawiedliwiona :)
Tak naprawdę przez całą książkę nie poznajemy imienia głównej bohaterki. Jest ona narratorem, więc logiczne że sama o sobie nie pisze "Ja xyz..", ale nie ma nawet jednego fragmentu, w którym ktoś np. pisze do niej list lub zwyczajnie się po tym imieniu do niej zwraca. Nie spotkałam nigdy wcześniej takiego zabiegu literackiego i myślę, że niejeden człowiek dopiero po przeczytaniu całej książki zorientował się, że tego imienia nigdzie tam nie ma. 

Polecam tę książkę każdemu, nawet jeśli nie lubicie romansów. Bo to nie jest zwykły romans, taki którego zakończenia można się spodziewać. Ilość historii, która jest w nim poruszana, tak naprawdę mogłaby się znaleźć w kilku osobnych książkach i ciągle byłyby one zajebiste. Co do kontynuacji.. nie jestem pewna czy jest ona konieczna. Jeśli będzie to fajnie, na pewno przeczytam, natomiast sama historia ma zakończenie bardzo otwarte i to daje duże pole możliwości dla naszej wyobraźni.  10/10

Mail: dominikawota91@gmail.com

Komentarze

Popularne posty