No hej! Mam nadzieję, że wypoczęłaś na tych wakacjach. Teraz przyszedł czas na wieczory z kocykiem i książką, a na mnie czekają notatki stare i nowe, które będę robić na zupełnie nowym kierunku studiów w zupełnie nowym miejscu. I wiesz co? Cieszę się, że tak fajnie udało mi się spędzić te wakacje i za naprawdę niewielką cenę, miałam wypełniony praktycznie każdy weekend :) Serio, jak się dobrze poszpera w internecie, to wcale nie trzeba jechać do super hotelu nad morzem, z pięcioma gwiazdkami, sauną, basenem i Bóg wie czym jeszcze. Do fajnych wakacji potrzeba tylko kreatywności :) Jeśli Ci jej nie brakuje, na pewno wiesz o czym mówię :)

Wbrew pozorom najtrudniej jest wymyślić dokąd się pojedzie :) Mamy w Polsce naprawdę wiele pięknych miejsc. Nas ogranicza jednak odległość: więcej niż 6 godzin w samochodzie nie wytrzymamy. Po prostu nie. Chyba, że jechalibyśmy w nocy :) Ale taki wyjazd musi być dłuższy (My wyjeżdżamy głównie w weekend) i zaplanowany z dużym wyprzedzeniem. Takie "Jedźmy do Nałęczowa, ciocia mówiła, że tam jest fajnie" raczej nie wchodzi w grę, gdy do pokonania 600-700 km. Powyższy cytat jest autentyczny. Naprawdę wybraliśmy Lubelszczyznę ze względu na Nałęczów, który poleciła nam ciocia ( A odległość od nas to niecałe 200 km). Kiedy oglądaliśmy w niedzielny poranek "Dzień Dobry TVN", który akurat wtedy był kręcony z Kazimierzu Dolnym, stwierdziliśmy że musimy jechać i tyle :) Cóż.. więc pojechaliśmy...

Po prawie trzech godzinach jazdy, nasza Fiesta zatrzymała się przy małej willi w której spaliśmy. Była to dokładnie ta TUTAJ. Mała, w zacisznym miejscu. Kilka pokoi, parking dla klientów i mały ogródek, w którym piliśmy kawę. Większość pokoi miała taras i mieliśmy też dostępną kuchnię.

Zwiedzanie Nałęczowa zaczęliśmy od parku zdrojowego. Jest naprawdę ogromny i bardzo różni się od innych parków zdrojowych, jakie widziałam do tej pory. Znajduje się w nim pokaźnej wielkości staw, a na nim wyspa, gdzie miejscowi artyści prezentują swoje dzieła. Niedaleko wejścia do parku znajduje się informacja turystyczna. W parku są wszystkie miejsca medyczne i rehabilitacyjne, umieszczone w zabytkowych budynkach. Do pijalni wód mineralnych przyłączona jest pijalnia czekolady Wedla. Zaraz obok znajduje się kompleks Atrium, a w nim baseny, sauna i inne atrakcje. Woda w basenie jest pozyskiwana z tych samych źródeł, bo w pijalni wód. Nie ma w niej chloru, dzięki czemu basen pozbawiony jest nieprzyjemnych zapachów. Cały kompleks obejmuje również niewielką restaurację i plac zabaw dla dzieci.




Jednym z najpiękniejszych budynków w parku są Stare Łazienki, w których dzisiaj jest centrum rehabilitacyjne. Oprócz tradycyjnego parku, są tam też błonia na których można spotkać startujące lub lądujące balony. Wiele rodzin z dziećmi wybiera to miejsce ze względu na liczne i bardzo bezpieczne ścieżki rowerowe.

Poza parkiem, największą atrakcją Nałęczowa jest kaplica w stylu zakopiańskim, czyli Kościół Rektoralny pw. Karola Boromeusza. Jest przy tej samej ulicy co park zdrojowy, a niedaleko niego znajduje się Chata Żeromskiego, gdzie aktualnie jest jego muzeum. Cała miejscowość nastawiona jest na dwa rodzaje turystów: emerytów i rodziny z dziećmi. Na wakacje z rodzicami i dzieckiem (8 lat) sprawdziło się super, ale raczej nie wybrałabym się tam na wypad z koleżankami :)



Drugiego dnia pobytu na Lubelszczyźnie wybraliśmy się do Lublina. Nie zwiedzaliśmy całego miasta, ale bardzo chcieliśmy się wybrać do Muzeum na Majdanku, które robi naprawdę ogromne wrażenie. Jeśli jednak chce się tam wybrać, to należy się przygotować na duuużo chodzenia w pełnym słońcu. Można zwiedzać zarówno z przewodnikiem, jak i samodzielnie. W centrum obsługi, które znajduje się tuż przy głównej drodze można kupić przewodniki do zwiedzania, a także spisaną historię obozu.
Po powrocie z Lublina, rodzice wybrali się na koncert, który odbywał się na placu przy Urzędzie Miasta. Ja z siostrzenicą wybrałyśmy pizze i plac zabaw, a wieczorem wszyscy skończyliśmy na spacerze w parku.




Spacerem w parku zaczęliśmy też ostatni dzień naszego pobytu. Kupiliśmy pamiątki na niewielkich stoiskach i pyszne lody. W południe, po spakowaniu wszystkich bagaży ruszyliśmy dalej. Dotarliśmy do Kazimierza Dolnego, gdzie zatrzymaliśmy się na parkingu przy Wiśle. Stamtąd przeszliśmy się krótkim spacerem wzdłuż rzeki, a później skręciliśmy w uliczkę, która zaprowadziła nas do rynku. Z pięknego rynku wybraliśmy się na Górę Trzech Krzyży, skąd podziwialiśmy piękny widok na rynek i Wisłę. Ze ścieżki na na górę, można łatwo przejść do takiej, która prowadziła do ruin zamku (które wtedy były nieczynne, ze względu na odbywający się tam festiwal). Niedaleko ruin znajdowała się baszta, na którą weszłam razem z moją siostrzenicą.

Z Kazimierza, jadąc wzdłuż Wisły dojechaliśmy do Sandomierza. Tam spędziliśmy najmniej czasu, ale była to już nasza kolejna wizyta w tym mieście. Wybraliśmy się na krótki spacer nad Wisłą, niedaleko zamku. Naszym głównym celem był tam jednak obiad, ponieważ naszym jedynym posiłkiem tego dnia były hot-dogi ze stacji benzynowej. Znaleźliśmy bardzo przyjemną knajpę w rynku. Z jej tarasu mieliśmy piękny widok na cały rynek. Po obiedzie wyjechaliśmy w drogę powrotną do domu :)













BONUS

Teraz mała niespodzianka! Jeśli obserwujesz mnie na insta i na facebooku, to pewnie pamiętasz, że to nie była moja pierwsza wizyta na Lubelszczyźnie :) Tak naprawdę, wybrałam się tam w pierwszy weekend czerwca i spędziłam całe trzy dni w Lublinie. Teraz pokaże Ci kilka fajnych miejsc, jakie udało mi się zobaczyć :)

Fontanny na Placu Litewskim





Stare Miasto, Zamek







Zalew Zemborzycki






Dziękuje za dzisiaj! Jeśli chcesz mnie widywać częściej, zapraszam na IG (tutaj).

Komentarze

Popularne posty