Wakacje są takim czasem, który oprócz odpoczynku i dobrej zabawy, serwuje odcięcie od codziennej rutyny. Powiedzmy sobie szczerze: fajnie jest budzić się rano i widzieć za oknem jezioro, zamiast blokowiska. Niestety, zamiast tych pozytywnych fluidów, w tym wolnym czasie odchodzisz bardzo często od swych przyzwyczajeń takich jak np. dieta, czy postanowień. Ja największy problem miałam z jednym z nich: minimalizmem.

Umówmy się: minimalizm przestaje być priorytetem, gdy widzisz budki z pamiątkami. Chcesz kupić wszystkie mapy, przewodniki, pocztówki, bo myślisz, że w ten sposób zatrzymasz wspomnienia. Nie ma w tym nic złego, ale straganów z pamiątkami jest tak dużo i samych pamiątek jest tak ogromna ilość, że staje się to niebezpieczne. Szczególnie dla Twojego portfela i wolnej przestrzeni, które po prządkach pozostawiłaś w domu :)

No nie jest łatwo, trzeba sobie o tym powiedzieć. Zbyt wiele rzeczy woła do Ciebie: kup mnie! Ale mimo wszystko, zdrowy rozsądek należy zachować. Dlatego teraz opiszę Ci w jaki sposób ja poradziłam sobie z pamiątkami i pokażę Ci, co z tegorocznych wakacji przywiozłam :)

Magnesy - najtańsze i najbardziej minimalistyczne.
Chyba nie muszę Cię przekonywać, że są to najmniejsze możliwe pamiątki. Ja zachwycam się nimi totalnie. To takie małe dzieła sztuki i w niektórych miejscach można dostać naprawdę wyjątkowe. U nas znalazły miejsce na lodówce, ale to tylko na jakiś czas. Mamy w planie utworzenie specjalnej tablicy, którą powiesimy w salonie. Lodówka jednak jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Wyobraź sobie, jak wchodzisz rano zaspana do kuchni i nic Ci się nie chce, a po spojrzeniu na lodówkę wracają do Ciebie wszystkie piękne wspomnienia z wakacji :)




Pocztówki - najtańsze i można je kupić wszędzie.
Podobnie jak magnesy, są dostępne w każdym miejscu atrakcyjnym dla turystów. Ja swoje zbieram do dziennika, w którym zapisuję wszystkie nasze podróże i informacje o miejscach jakie zobaczyliśmy. Mój Travel Planner kupiłam w zeszłym roku w biedronce. Na pierwszych stronach posiada kilka kieszonek, które służą u mnie właśnie do przechowywania pocztówek. W przyszłości, mamy zamiar wsadzić je w ramki i ozdobić nimi klatkę schodową :)


Dziennik.
Wspomniany przeze mnie planner podzieliłam sobie w tym roku na dwie części. Pierwsza z nich służy mi do planowania podróży - tam zapisuję wszystkie informacje o atrakcjach turystycznych, miejsca noclegowe, adresy, zakupy itp. Kolejna część to właśnie dziennik, w którym zapisuję daty i miejsca w jakich byłam. Teraz łatwo mogę sobie przypomnieć kiedy i gdzie byłam, ale za rok już nie będzie tak prosto :) Dzięki dziennikowi, można również bez problemu poukładać zdjęcia w albumie, tak by były chronologicznie.








Ubrania, dodatki, biżuteria.
To są niestety te części budek z pamiątkami, w których najłatwiej przepaść. Szczególnie nam, dziewczynom :) Ale to nie znaczy, że trzeba je omijać szerokim łukiem. Czasami można znaleźć na nich naprawdę śliczne perełki. Gdy byliśmy w Kazimierzu, jedna z pań nad Wisłą sprzedawała koszulki z ręcznie wyszywanym wzorem. W Nałęczowie, wszyscy kupiliśmy sobie piękne kapelusze, każdy za zawrotną cenę piętnastu złotych :) W Krasnobrodzie nad zalewem, znalazłam śliczną niebieską bransoletkę, a na Kalwarii od Franciszkanów kupiłam koszulkę, którą mogłaś widzieć w jednym z wpisów (tutaj).

Zdjęcia.
Absolutna podstawa i najtańsza forma pamiątki. W końcu wystarczy mieć przy sobie telefon :) A kto go nie ma? Wywołanie kosztuje mniej niż złotówkę za jedno zdjęcie, a ramki i albumy na zdjęcia też nie są drogie. Co prawda w tym roku ułożyliśmy zdjęcia w tradycyjnych albumach, ale w przyszłym roku chcemy zrobić własne książki, w których oprócz zdjęć znajdą się m. in. bilety :)

Mapy i przewodniki.
To jest mała propozycja, ale nie będzie dobra dla wszystkich. Jeśli podczas wycieczki nie korzystasz nigdy z map i nie inspirujesz się miejscami z przewodnika, nie kupuj ich tylko jako pamiątek :) My używamy ich bardzo często, więc kupujemy je w każdym miejscu, w jakim jesteśmy. W mapach zaznaczamy miejsca, gdzie byliśmy. Mamy nawet takie, w których każde miejsce zaznaczone jest innym kolorem, a każdy kolor oznacza inny rok :)








Nie, nie - to jeszcze nie ostatni wpis dotyczący wakacji :) W najbliższym czasie pojawią się dwa, a może więcej. No i pewnie opowiem Ci o moim trochę bardziej interesującym wyjeździe, który już 1 października. Zapraszam Cię na mój instagram (tutaj). Tam się dowiesz więcej :)




Komentarze

Popularne posty